piątek, 28 października 2011

Szkoła

Jest kilka poważnych plusów bycia amerykańskim uczniem. Pierwszy to taki, że jedynymi rzeczami, które noszę do szkoły to ołówek, długopis i jeden segregator. Żadnych książek - wszystkie dodatkowe materiały dostajemy w szkole. Poza tym zwykle możemy jeść na lekcji, a jeśli pracujemy sobie  nad czymś pojedynczo to możemy słuchać muzyki. Uczniowie nie boją się nauczycieli, a nie zauważyłam, żeby przez to któryś z nich był nieszanowany. Wszystko tu się różni.
Czasem czuje się, jakbym po prostu miała przedłużone wakacje. Do tego powiedziano nam, że w edukacja w  Teksasie jest jednym z najlepiej rozwiniętych systemów w całych Stanach Zjednoczonych, więc nie wiem jak muszą wyglądać lekcje w innych stanach. Mimo wszystko na pewno nie jest to dla Amerykanów problemem. Nie muszą się obawiać, że nawet po studiach mogą nie znaleźć pracy.

Ostatnio mam pochrzanione sny. Rozmawiam w nich po angielsku z Amerykanami, a po polsku z Polakami haha. I są zwykle o strasznej tematyce. Dzisiaj w nocy byłam dorosłym facetem i wyskoczyliśmy z moim kolegą z pociągu, który po chili się rozbił. Dlatego też rozpoczęła się akcja z "oszukaniem przeznaczenia". Mój kolega dostał po chwili po brzuchu i oczach laserem a ja uciekłam, to znaczy uciekłem. Najgorsze , że w moich snach widzę wszystkie szczegóły z drastycznych scen :( Boje się spać haha.

U nas atmosfera Halloween już od kilku tygodni. Ludzie "przyozdobili" domy sztucznymi pajęczynami, kostuchami i dyniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz