sobota, 14 stycznia 2012

Jakieś koty drą się za oknem. Nie wiem skąd się tu nagle wzięły. Jestem zestresowana. Boje się. Leticia wylatuje już w poniedziałek. Nie wierzę, że nie zobaczę jej przez jakiś rok a może i więcej. Na pewno będę chciała ją odwiedzić i ona chce przyjechać do mnie. Boje się, że za tydzień położę się już w moim łóżku w Lublinie i pomyślę "Co ja tutaj robię...". A może pomyślę, że nic nie wydarzyło się pomiędzy sierpniem a styczniem, bo to trochę nierealne nadal mi się wydaje. Taka śpiączka 5-miesięczna z wyjątkowo logicznymi snami.
Jestem wdzięczna za wszystko co tutaj poznałam. Nie miałam nigdy tylu znajomych w jednej szkole. Będę za nimi tęsknić. Oczywiście mam nowy powód, żeby rozwodzić się nad tym jakie to życie jest dramatyczne. Widocznie mam dramatyczny charakter i już tak musi być.
Znowu ucieknę od swojego życia. To chyba to co najlepiej potrafię robić. Uciec od jednego życia i idealizować poprzednie i chwalić jakie było dobre, chociaż to nie zawsze prawda.

wtorek, 10 stycznia 2012

Disney World, Floryda

Wróciłam wczoraj w nocy z Florydy. Oczywiście było wszędzie zielono i gorąco. Przy ulicach palmy i kwiaty. Nawet na lotnisku była egzotyczna roślinność.

Do Disneya wybrałyśmy się z moją host mamą w tę niedzielę. Najpierw zaparkowałyśmy samochód i przyjechał po nas taki długi pojazd, który zabrał nas na statek do Disney World. Po wejściu Disney wygląda jak małe miasto - tyle, że takie kolorowe i bardzo zaludnione. Główna droga na samym wejściu "Main Street" prowadzi do zamku. Zamek jest w całym centrum miasteczka a w około inne atrakcje. Oczywiście nie da się pójść w każde miejsce jednego dnia, ale zaliczyłyśmy większość najważniejszych miejsc. Najpierw popłynęłyśmy statkiem przez dżunglę, gdzie były mechaniczne zwierzęta, które wyglądały jak prawdziwe i tropikalna roślinność. 
Po tym poszłyśmy na przepływ w pałacu Piratów z Karaibów. W środku było ciemno i pełno robotów wyglądających zupełnie jak ludzie- na początku nie byłam pewna czy to prawdziwi aktorzy czy tylko kukły. Czułam się jak w centrum planu filmowego. Nie da się tego opisać. Nie mam pojęcia jak oni to zrobili. W pewnym momencie wpływało się do takiej wielkiej jaskini z wielkim statkiem, na którym byli piraci strzelający do innego okrętu. 
Byłyśmy też w nawiedzonej rezydencji. Jechało się kolejką po domu z hologramowymi duchami. Była np taka sala z tańczącymi duchami i siedzącymi przy stole, które znikały i pojawiały się. 
Na zamku była parada ze wszystkimi postaciami Disneya, a wcześniej jeszcze przedstawienie taneczne
Byłyśmy też w jakimś Holu Prezydentów i na prezentacji. Najpierw było trochę historii, potem ukazały się roboty wszystkich prezydentów USA i ich przedstawienie. Też z początku nie mogłam uwierzyć, że to nie prawdziwi ludzie.
Poszłyśmy też do teatru , który był jak karuzela. Za każdą sceną widownia kręciła się wokół centrum teatru, na którym występowały roboty. Poruszaliśmy się jak na karuzeli do kolejnych części spektaklu. Trudno to opisać. Ta cała technologia i jej synchronizacja. Disneya nie da się opisać.



niedziela, 1 stycznia 2012

New Year

Sylwester przebiegł mi bardzo nietradycyjnie. Spędziłyśmy dzień z moją host mamą w galerii handlowej i w kinie.  Wróciłyśmy do domu koło 23 i oto jestem. Nie słychać tutaj było zbytnio fajerwerków. Coś tam strzelało, ale nie za wiele.Teraz - po tym jak pan Kenneth wrócił z pracy po północy - poszli z szampanem do sąsiadów. Jednak ja zostałam w domu.Nie chciałam czuć się wyobcowana, nie znam ich a poza tym nie chce mi się uśmiechać na siłę do ludzi, których nie znam,a nie chcę wyjść na gbura... i tak czuje się na dzisiaj zmęczona.

Nowy Rok i nowe przemyślenia...

Tak bardzo pragnę osiągnąć coś wielkiego. Chcę być w czymś niesamowita i poznawać niesamowitych ludzi.
Tak, to moja największa życiowa ambicja.
Tylko czasem tracę w siebie wiarę. A tyle razy już się przezwyciężałam. Poza tym mam najlepszych przyjaciół
na świecie :) Bez nich byłabym niczym i nie przesadzam. Powinnam wreszcie w siebie uwierzyć.
Po prostu nie czuje się jeszcze do końca sobą. Czuje się jakby mnie
coś nadal tarasowało, jakaś bariera. Mam swój wewnętrzny świat, do
którego przywykłam. Nie opuszczam go. Płaczę, krzyczę, marzę
i śmieje się często tylko w duszy.Większośc moich uczuć i przemyśleń
nie opuszcza tego świata. Najwyżej podczas pisania, rysowania
i takich bardziej zawiłych czynności. Mam skomplikowaną osobowość.
Ale chcę już opuścić ten zamknięty świat, który zbudowałam sobie
jeszcze w dzieciństwie. Pozornie bezpieczny, Zamknięty na krytykę
innych ludzi i mieszania się w moje uczucia.
Hm. Może by tak nawiązać do tego jakieś postanowienie nowowroczne?
Doceniać to co mam, nie bać się ludzi i robić to co kocham i walić
to, co sądzą o tym inni i to czy jestem w tym dobra czy nie. Jeśli się coś kocha to znaczy, że jest się do tego stworzonym. Jesteśmy stworzeni do miłości, a jeśli twoją miłością jest załóżmy jazz, algebra czy tarzanie się w liściach to logiczne, że do tego właśnie zostałeś stworzony. I nie przejmować się "A co jeśli nie jestem zbyt dobry i nie uda mi się nic osiągnąć?" - miłość jest bezinteresowna i daje szczęście sama w sobie.

Piosenka na dzisiejszą noc marzeń.