czwartek, 22 grudnia 2011

Tori Amos

Właśnie wróciłam z koncertu Tori Amos. To było niesamowite. Brak mi słów. Nie przeżyłam jeszcze czegoś takiego w muzyce. Czułam przypływ energii w każdej części ciała. W pewnych momentach czułam się całkiem sparaliżowana muzyką. Chciało mi się płakać po koncercie.
 
Na dodatek spotkałam jedną kobietę, która zaczęła do mnie gadać na początku z zapytaniem, że jak to możliwe, że jestem taka młoda i słucham Tori Amos a tutaj nikt jej nie zna (na serio nikt tu nie kojarzy Tori Amos...dlatego też musiałam pójść sama) i powiedziała, że jest ze mnie dumna, że przyszłam sama. Nalegała jeszcze, że chce mi kupić plakat a ja odpowiedziałam, że nie trzeba a ona nalegała i nalegała i tak czy inaczej poszła i kupiła mi plakat. Uznała, że to będzie dla mnie prezent na święta. Potem jeszcze pstryknęła sobie ze mną zdjęcie  haha. 
Och Polsko, dlaczego ty tak nie wychowujesz ludzi...
A jeszcze to śmieszne bo po takiej dobrej  "sesji muzycznej" zmienia się moje nastawienie, myślenie i nawet sposób chodzenia hahaha
O Matko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz